Dlaczego Pokolenie Tindera nie chce mieć dzieci?
Współczynnik dzietności w Polsce za obecny rok wyniesie według ekspertów około 1,03. Dla porównania, żeby osiągnąć zastępowalność pokoleń powinniśmy utrzymywać go na poziomie około 2,1. Mamy więc poważny problem. Zdaniem ONZ do 2100 roku liczba ludności w Polsce spadnie do około 14 milionów osób[1]. To nie jest jeszcze najgorsza wiadomość. Możesz poczuć się dużo gorzej, jeśli usłyszysz, że ten przewidywany spadek jest prognozowany TYLKO JEŚLI uda nam się zwiększyć dzietność w ciągu następnych lat. Jeżeli obecny stan się utrzyma, lub nawet pogorszy (na co wskazują badania), to Polska skurczy się jeszcze bardziej.
Kryzys demograficzny jest aktualnie samonapędzającą się spiralą. Rodzi się mniej dzieci, które po osiągnięciu dorosłości nie są w stanie zapełnić luki wytworzonej przez pokolenie rodziców, nawet jeśli chcieliby posiadać własne potomstwo. W konsekwencji czego rodzi się jeszcze mniej dzieci. Dorasta kolejne pokolenie, jeszcze mniejsze niż poprzednie… i tak do wyczerpania zapasu Polaków. Może brzmi to brutalnie, ale takie są fakty. Jeśli nawet decydujemy się na dzieci, to robimy to bardzo późno. Można by nawet rzec, że w ostatnim momencie.
Średnia wieku kobiety, która rodzi swoje pierwsze dziecko, to w Polsce obecnie około 28 lat[2]. Według specjalistów, szansa na zajście w ciążę po 30 roku życia wynosi 20%. Po 35 roku życia szansa ta spada do 12%. Przy tym rośnie ryzyko powikłań, komplikacji oraz innych problemów związanych z ciążą i porodem[3]. Jeśli wiek potencjalnych rodziców nadal będzie rósł, to za chwilę może się okazać, że nie będziemy mieli w Polsce dzieci, nawet pomimo tego, że wiele par będzie się o nie starało.
Często pojawiającym się wyjaśnieniem tragicznej sytuacji dzietności w Polsce są warunki ekonomiczne. Ale rozbijmy sobie tę kwestię na czynniki pierwsze, żeby lepiej zrozumieć, co dokładnie stoi na przeszkodzie w podniesieniu liczby urodzeń.
Przede wszystkim musimy spojrzeć na koszty życia w Polsce, które cały czas rosną, co samo w sobie oczywiście jest dosyć normalne. Niepokojące natomiast jest to, że wzrost cen towarów i usług wyprzedza wzrost płac. Obecnie koszty życia uciekły już rosnącym pensjom. Polacy ubożeją[4]. Do takiej sytuacji przyczyniła się przede wszystkim inflacja. Sprawiła ona, że życie jest coraz droższe, a na domiar złego jej wysoki poziom uszczuplił też oszczędności Polaków. Oznacza to, że nawet jeśli jesteś przezorny, to i tak bolesne konsekwencje sytuacji ekonomicznej mogą cię z łatwością dopaść.
Co mają w tej sytuacji powiedzieć młodzi ludzie, którzy dopiero kończą edukację i zaczynają kariery? Takie osoby odczuwają inflację dużo silniej, bo zazwyczaj nie mieli czasu aby zapewnić sobie wystarczająco dużą poduszkę finansową. Są zatem skazani na wyrok aktualnej koniunktury ekonomicznej. I jak rozważać posiadanie dzieci, w sytuacji, kiedy bieżące koszta pochłaniają całą wypłatę? W sumie, to i tak nie jest źle, kiedy młodym ludziom wystarcza od pierwszego do pierwszego. Gorzej w sytuacji, kiedy aby przeżyć trzeba się zadłużać.
Długi młodych Polaków rosną w zastraszającym tempie. W 2024 roku osoby między 18 a 20 rokiem życia były zadłużone w sumie na ponad 30 milionów złotych. Najczęstszym powodem zadłużenia były nieprzewidziane kary i mandaty, na przykład za jazdę zbiorkomem bez biletu. Niepokoi jednak to, że na drugim i trzecim miejscu wśród najpopularniejszych przyczyn były zaległe rachunki i raty kredytów[5].
A jeśli już mówimy o kredytach, to nie można nie zwrócić uwagi na kolejny czynnik ekonomiczny, który torpeduje dzietność w naszym kraju. Jest to kwestia mieszkalnictwa i drogich, trudno dostępnych kredytów mieszkaniowych.
Na ten temat zostało już powiedziane wiele. Żyjemy w końcu w rzeczywistości, w której mieszkania są coraz droższe, koszt wynajmu idzie w górę, a na kredyty stać coraz mniejszą liczbę osób. W końcu nic w tym dziwnego, że w kwestii mieszkalnictwa nie jest dobrze. Oczywiście, w ciągu ostatnich miesięcy obserwujemy delikatny spadek cen, jednak ten pozytyw to kropla w morzu potrzeb. Ceny nieruchomości są tak bardzo wywalone poza jakąkolwiek skalę normalności, że potrzeba byłoby gruntownych rozwiązań do przywrócenia zdrowej równowagi.
Niestety klasa polityczna siedzi głęboko w kieszeniach deweloperów. Wpłaty firm związanych z branżą nieruchomości na konta największych partii sięgają milionów złotych. I cierpią na tym najbardziej ludzie młodzi, których nie stać ani na własne mieszkanie, ani na milionowe łapówki dla rządzących. A nie odkryjemy Ameryki, jeśli zauważymy, że słaba sytuacja mieszkaniowa źle wpływa na dzietność. Nomen omen, to właśnie amerykański naukowiec, Lyman Stone, udowodnił, że współczynnik dzietności rośnie tym bardziej, im więcej metrów kwadratowych ma do dyspozycji rodzina[6]. Nie ma co więc liczyć na poprawę naszej demografii, póki nie rozwiążemy problemu z krwiożerczym rynkiem mieszkaniowym w Polsce.
Póki co jednak, jeśli młodzi ludzie chcą mieć w tym kraju mieszkanie, muszą wziąć kredyt. Żeby dostać kredyt, trzeba mieć dobrą pracę. A żeby taką otrzymać to trzeba… no właśnie – co trzeba?
Statystyki wskazują, że sytuacja młodych osób na rynku pracy się pogarsza. Rośnie bezrobocie wśród pokolenia tak zwanych “Zetek”, czyli osób urodzonych po 1995 roku. W 2024 roku wyniosło ono ponad 10%[7]. Niestety, niestabilność rynku pracy nie przemawia za tym, że sytuacja dla ludzi młodych się polepszy. Aktualnie aż niemal połowa “Zetek” jest gotowa do zmiany pracy, ale nie robi tego, ponieważ obawia się, że nie znajdzie nowej. Z raportu Państwowej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wynika, że na rynku pracy panuje stagnacja. Natomiast wskaźniki dotyczące mobilności zawodowej spadają[8].
Jak więc w takiej sytuacji zdecydować się na posiadanie dziecka? Nie ma co się dziwić młodym ludziom, że nie chcą mieć potomstwa, gdy nie mają pewności co do zatrudnienia. Pogarszające się bezrobocie wśród “Zetek” to kolejny gwóźdź do trumny polskiej dzietności. Ale niestety nie ostatni.
Bo nawet jeżeli już para ma stabilne źródło dochodu, własne mieszkanie i nie boi się jutra, to nadal pod ich nogi rzucane są kolejne kłody. Choćby w postaci kwestii żłobków i przedszkoli. Pewnie jesteś teraz nieco zaskoczony. Ale jak to? Pomimo tego, że dzieci jest coraz mniej to brakuje miejsc w żłobkach i przedszkolach? Niestety, brakuje. Choć problem jest nieco bardziej skomplikowany.
Jak podaje gazeta prawna, w 2023 roku w aż ponad 1100 gminach w Polsce nie było ani jednego żłobka[9]. Mamy problem z tym, że zaplecze infrastrukturalne w zakresie opieki nad dziećmi na najwcześniejszym etapie jest niewystarczające. To nie jest kwestia, że brakuje miejsc w żłobkach. Problemem jest to, że nikt nigdy nie wybudował wystarczającej liczby żłobków.
Oczywiście tam gdzie jest popyt musi być i podaż, a więc nowe placówki powstają. Ale zazwyczaj są to prywatne, drogie żłobki, na które większości rodziców po prostu nie stać. Dane za 2022 rok pokazywały, że ¾ takich placówek było inicjatywami prywatnymi. Państwo polskie kolejny raz przerzuca odpowiedzialność za coś na sektor prywatny, a końcowo to obywatele, w tym wypadku młodzi rodzice, dostają po kieszeni.
Z przedszkolami sprawa ma się bardzo podobnie. W wielu lokalnych mediach można przeczytać o tym, że pieniądze dla przedszkoli są cały czas redukowane. Taka sytuacja miała miejsce niedawno w Krakowie[10]. Dla władzy samorządowej są to zaoszczędzone finanse, dla Polski jest to jednak ogromny problem. Bo jak zachęcić ludzi do posiadania dzieci, jeśli nie jesteśmy im w stanie zagwarantować, że ich pociechy chociażby otrzymają miejsce w przedszkolu?
I przechodzimy wreszcie do koronnego argumentu przeciwko posiadaniu dzieci, oczywiście z ekonomicznego punktu widzenia. Koszt wychowania dziecka. Eksperci Centrum imienia Adama Smitha zadeklarowali, że wychowanie dziecka od narodzin do osiemnastego roku życia wyniósł w 2024 roku 346 tysięcy złotych. Stanowi to wydatek około 1600 złotych miesięcznie[11]. Na jedno dziecko.
Nawet dla pary, która zarabia niemałe pieniądze taki stały wydatek jest dużym obciążeniem. W przypadku gdy oboje zarabiają minimalną, posiadanie dzieci jest luksusem, na który ich nie stać.
Oczywiście nie wszystkie decyzje związane z dziećmi kalkulowane są patrząc na zasobność swojego portfela. Owszem, inwestycja w dziecko nie ma już takich wymiernych skutków jak choćby 100 lat temu. Wtedy dzieci posiadało się przede wszystkim dlatego, aby była to pewnego rodzaju gwarancja opieki i bezpieczeństwa na starość. Nie znaczy to jednak, że posiadanie dzieci to wyrzucanie pieniędzy w błoto.
Wbrew temu, do czego próbują cię przekonać nagłówki tabloidów, większość rodziców nie żałuje tego, że ma dzieci. I to zdecydowana większość, ponieważ jak pokazują badania doktora Konrada Piotrowskiego z poznańskiego SWPSu, zaledwie 13% młodych rodziców żałuje decyzji o posiadaniu dzieci[12]. Oznacza to, że potomstwo w większości przypadków daje swoim rodzicom coś, dla czego warto się starać, inwestować czas i wydawać tak ogromne pieniądze. I tą rzeczą zazwczyczaj jest miłość i szczęście.
Są to wartości, przy których blednie każda ekonomia. A jednak w Polsce rodzi się nadal coraz mniej dzieci. Czy stoją za tym jedynie względy praktyczne i finansowe? Niestety nie i o tym musimy teraz porozmawiać.
Oprócz powodów typowo ekonomicznych, specjaliści wskazują na inne czynniki, które mogą mieć wpływ na tak niski poziom dzietności. Zapytam wprost – A co jeśli Polacy po prostu nie chcą mieć dzieci?
Ale zaraz, jak to? dlaczego przez wieki nie było z tym problemu, a tu nagle, na początku XXI wieku nasze społeczeństwo się kurczy? Co się zmieniło?
Otóż zmieniło się nasze myślenie. I to diametralnie…
Przede wszystkim nasze życia wyglądają zupełnie inaczej niż jeszcze choćby pół wieku temu. Nie mówimy tu nawet o samej technologii. Świat ma przecież to do siebie, że cały czas się zmienia. Chodzi raczej o tempo zmian i ich wpływ na nasze życie. Wszystko wskazuje na to, że prędkość zmian odcisnęła piętno na naszej kulturze. Teraz w naszym konsumpcyjnym społeczeństwie stawiamy w centrum coraz częściej nie rodzinę, lecz nas samych. Nas, w znaczeniu indywidualnej osoby i naszej wolności.
Zauważyli to między innymi badacze podczas III Kongresu Demograficznego[13]. W dzisiejszym postrzeganiu rodziny, nacisk jest położony na parze rodziców, nie zaś na dzieciach. Jest to istotna zmiana postrzegania rodziny. Zwróćmy uwagę choćby na to, że osoby bezdzietne coraz częściej określają się jako “childfree”. Dosłownie “wolni od dzieci”. Daje to do myślenia, prawda?
I faktycznie, jak się nad tym zastanowić, to dzieci są ogromnym ograniczeniem naszej wolności. Nie możesz już zarwać nocki grając w nową grę. Nie możesz zrezygnować z przygotowania obiadu i zamówić kebaba. Nie możesz spontanicznie wybrać się na weekend do Pragi. Bo masz zobowiązania wobec dziecka, z których nie możesz zrezygnować. Przy dziecku, Twoja zmiana nie kończy się aż do momentu jego wyprowadzki z domu.
Nic więc dziwnego, że ta perspektywa przerasta wiele młodych osób. Bo jak to? Przecież wszystkie reklamy, programy, tiktoki mówią mi wciąż, że to ja jestem najważniejszy oraz najważniejsza. Dlaczego muszę rezygnować z tylu przyjemnych rzeczy? Dlaczego mam rezygnować z wolności?
Dzisiejszy świat indywidualistów to nie jedyny powód, dla którego dzietność leci cały czas w dół. Podobnym zagadnieniem jest kwestia rozwoju osobistego. Ustalmy pewne fakty. Jeżeli Twój pradziadek urodził się jako rolnik na jakiejś lubelskiej wsi, to z dużym prawdopodobieństwem można było stwierdzić, że spędzi tam całe życie. Wychowa się, znajdzie żonę, odchowa potomstwo i umrze, całe życie pracując przykładowo jako rolnik. Przy dzisiejszych możliwościach mamy wręcz nieograniczone opcje rozwoju.
Chcesz być archeologiem? Proszę bardzo, oto darmowe studia. Chcesz zacząć zawodowo pleść koszyki? Założysz firmę w 5 minut i jeszcze masz szansę dostać dofinansowanie na początek. Mieszkasz w dziurze zabitej dechami, ale zawsze chciałeś być grafikiem? Oto darmowy poradnik na Youtubie, bez wychodzenia z domu.
Oczywiście, tutaj również występują granice, ale nie ma co dyskutować z faktem, że nie było w historii lepszego czasu na rozwój osobisty. Do tego dochodzi jeszcze nacisk społeczeństwa na to, aby się właśnie rozwijać. Musisz przecież iść do przodu, żeby nie zostać w tyle. Presja sukcesu jest gigantyczna.
Ale doba nie jest z gumy. Żeby się rozwinąć, zdobyć wykształcenie, złapać doświadczenie, potrzebujesz na to czasu i energii. Waluty, której w takim razie nie jesteś w stanie poświęcić dzieciom. Niestety w życiu bardzo rzadko zdarzają się sytuacje, w których możesz mieć ciastko i zjeść ciastko. Musisz podjąć decyzję: albo kariera, albo dzieci. I w dzisiejszym świecie po prostu dużo częściej wybieramy to pierwsze. Bo wokół widzimy naszych znajomych, którzy robią kariery, stają się bogaci, albo sławni, a czasem nawet i jedno i drugie. I to właśnie jest ta presja, której wiele osób może sobie nawet nie uświadamiać. Nie zmienia jednak to faktu, że ona występuje i ma wpływ na nasze decyzje.
Ostatnią kwestią, jaką należy podjąć, podczas rozważania aspektów społecznych jest… lęk. Zwykły lęk przed tym co wiąże się z posiadaniem dziecka. I nie chodzi już o banie się tego, co może nas ominąć, gdy zdecydujemy się na dziecko. Chodzi o to, co może się stać, gdy będziemy już je posiadać.
Żyjemy w czasach niepewności. We wciąż zmieniających się, niestabilnych realiach. Nic więc dziwnego, że wielu ludzi, którzy rozważają to czy powinni mieć dzieci, czy nie, obawiają się tej decyzji. Za wschodnią granicą mamy konflikt zbrojny. Dopiero co poradziliśmy sobie z największą epidemią w tej części świata, od czasów grypy hiszpanki. I nikt nie jest w stanie nam zagwarantować, że kolejne lata przyniosą stabilizację. Ale w tym strachu nie chodzi tylko o wielkoskalowe zagrożenia. Czasem trzeba się bać dużo mniejszych rzeczy.
Eksperci z wcześniej wspomnianego III Kongresu Demograficznego wskazują, że często wśród młodych ludzi pojawia się strach o zupełnie innym podłożu[14]. Potencjalni rodzice martwią się na przykład o to, czy ich dziecko urodzi się zdrowe. Czy ich partner wytrzyma tą próbę i będzie wsparciem w zajmowaniu się dzieckiem. Albo po prostu czy oni sami poradzą sobie z tym wyzwaniem i zdołają wychować swoje dziecko na dobrego człowieka.
Pomimo tego, że czynniki społeczne i kulturowe są często bagatelizowane jako powód niskiej dzietności, to nie należy ich wcale pomijać. Przede wszystkim to państwo powinno działać w zakresie zminimalizowania przynajmniej niektórych z ich efektów. Oczywiście takie rzeczy, jak tendencje dzisiejszego świata do promowania indywidualnego życia, są trochę poza zasięgiem władz naszego kraju. Niemniej mogą przecież zainwestować w edukowanie młodych pokoleń. Rozpocząć, że tak się wyrażę, kontrofensywę informacyjną, pokazującą, że rodzina też jest “spoko”. Że żeby być szczęśliwym nie trzeba pędzić za trendami mediów społecznościowych. Bez względu na efekt, chyba lepiej podjąć próbę, niż patrzeć z boku na tą demograficzną katastrofę.
Warto aby państwo podeszło uczciwie również wobec tego, co aktualnie oferuje potencjalnym rodzicom. Bo to politycy uznali, że dadzą 800plus i nara, pora na CSa. Jak widać po wynikach takiej pomocy, zastrzyk finansowy to zdecydowanie za mało, aby zdecydować się w tym kraju na dziecko.
Co więc robić? Stworzyć warunki do bycia rodzicem. Dać wsparcie rodzinom, na każdym etapie. Od takich podstaw jak darmowa, szybka i sprawna opieka medyczna dla dzieci i ich rodziców, aż do takich detali jak dużo większe urlopy macierzyńskie i tacierzyńskie. Wiem, że brzmię teraz jak marzyciel, ale… co innego pozostało, kiedy stoimy nad przepaścią? Taka jest brutalna prawda: jeżeli nie zdecydujemy się na jakiegoś rodzaju rewolucję – gamechanger społeczny – to nie będziemy mieli efektów, a i tak zmarnowaliśmy już dużo czasu.
Przedstawiliśmy już zarówno czynniki ekonomiczne, jak i społeczne, które wpływają na to, że w naszym kraju nie rodzą się dzieci. Obie grupy przyczyn są ważne na swój własny sposób. Obie wymagają zupełnie innego podejścia aby je rozwiązać. A które według badań są ważniejsze? No i tutaj mamy właśnie rzeczony problem.
Bo najbardziej kłopotliwe jest to, że odpowiedzi różnią się w zależności od… płci. Zgadza się. Wbrew pozorom zidentyfikowanie tych głównych przyczyn nie jest proste, przede wszystkim ze względu na różnice w postrzeganiu tematu przez kobiety i mężczyzn. Niestety wiele badań pomija tę kwestię, a tylko nieliczne biorą ją pod uwagę. Ale gdy przyjrzymy się tym analizom, które wkalkulowały w swoje wyniki płeć badanych, to otrzymujemy ciekawy obraz.
W artykule z 2019 roku, opublikowanym w piśmie naukowym “Journal of Family Issues”, badaczka, Monika Młynarska, zauważa, że zarówno kobiety jak i mężczyźni zupełnie inaczej widzą minusy posiadania dzieci. Wcześniejsze badania wskazują, że mężczyźni bardziej martwią się o względy ekonomiczne, na przykład to, czy będą w stanie zapewnić dziecku odpowiednie zaplecze finansowe. Kobiety zaś kierują się bardziej tym, jak posiadanie dziecka wpłynie na ich karierę[15].
Motywacje kobiet są znacznie częściej przedmiotem badań, jeżeli chodzi o dzietność w Polsce. Wyniki raportu Instytutu Pokolenia wskazują, że Polki najbardziej boją się tego, że przy wychowaniu dziecka nie otrzymają dostatecznego wsparcia, zarówno ze strony partnera, jak i rodziny oraz państwa. Ponadto kwestią, która wpływa na ich decyzje jest też obawa o utratę zdrowia i piękna w związku z porodem i zajmowaniem się dziećmi[16].
I tutaj przechodzimy do najważniejszej sprawy, której naprawdę się nie spodziewaliśmy. Zarówno kobiety i mężczyźni jako powód bezdzietności podają często kwestię braku odpowiedniego partnera[17]. To nie jest tak, że nagle duża część osób uważa swojego partnera za kogoś, kto nie nadaje się do posiadania dzieci. Chodzi o to, że żyjemy w czasach kryzysu samotności. Wciąż rośnie odsetek ludzi odczuwających samotność[18]. 68% dorosłych Polaków przyznaje, że odczuwa samotność. I tu nie chodzi tylko o singli. Wiele z tych osób przebywa w związkach, a jednak brakuje im bliskości drugiego człowieka.
Tutaj znowu musimy poruszyć kwestię czasów, w jakich przyszło nam żyć. Obecna rzeczywistość pod niektórymi względami wbrew pozorom nie sprzyja budowaniu szczęśliwych związków, ani nawet nawiązywaniu relacji.
Można mówić kolejne znane wszystkim prawdy o tym, że relacje powinno się budować na żywo, a nie wirtualnie. Ok, coś w tym jest. Ale to nie do końca o to chodzi. Chodzi o oczekiwania – zarówno względem samego siebie, jak i względem potencjalnego partnera lub partnerki.
Chodzi o poczucie, że ja jestem jeszcze niewystarczający do zbudowania dojrzałej i stabilnej relacji. A jednocześnie nie mam jej z kim zbudować – bo gdzieś tam zawsze może czekać ktoś lepszy. “Gdzieś tam” czyli chociażby na tinderze albo w nowym mieście, do którego wyjadę.
Pamiętasz jeszcze przykład pradziadka z lubelskiej wsi, który całe życie spędził w jednym miejscu? W tym samym miejscu poznał również Twoją prababcię. I oni we dwójkę nie mieli prawa mieć poczucia, że w innej wsi 300km dalej mogliby poznać kogoś lepszego więc “może lepiej zaczekam”.
My ten lęk w sobie mamy. Obawiamy się, że może to jeszcze nie to. Bo współcześnie punktem odniesienia nie jest dla nas najprzystojniejszy mężczyzna z sąsiedztwa czy najładniejsza dziewczyna z grupy na studiach. Punktem odniesienia stają się tysiące osób widywanych w internecie. I porównując zarówno siebie jak i swojego potencjalnego partnera do nich, często wypadamy w takim porównaniu blado. Wpadamy w pułapkę bycia niewystarczającymi. Ale wróćmy do odmiennego spojrzenia kobiet i mężczyzn na dzietność.
Widoczna polaryzacja między płciami wskazuje, że mamy do czynienia z dużo cięższym problemem, niż podejrzewamy. Paradoksalnie – władzy łatwiej dosypać z budżetu ogromne pieniądze na budowę żłobków, albo zrewolucjonizowanie opieki medycznej dla dzieci, niż podjąć działania, aby zmienić mentalność Polek i Polaków.
Bo co jeżeli bezdzietność wynikająca z podstawowych obaw i oczekiwań kobiet oraz mężczyzn to nieunikniona konsekwencja życia w coraz lepszych warunkach? Wiem, brzmi to zupełnie bezsensownie, ale pozwól, że zerkniemy na ten sam problem u… myszy.
“Mysia Utopia”, czyli eksperyment amerykańskiego behawiorysty, Johna Calhouna z 1968 roku polegał na stworzeniu idealnych warunków dla małej populacji myszy. Z ich środowiska usunięto naturalne drapieżniki, zapewniono dostęp do nieograniczonej wody, pożywienia oraz najlepszej opieki medycznej. Łatwo jest przewidzieć wynik, prawda? Myszy, jak typowe gryzonie, zapewne rozmnażały się w nieskończoność. Jeśli tak myślisz, to jesteś w wielkim błędzie. Ostatni żywy poród miał miejsce równo w 600 dniu eksperymentu[19].
W trakcie przeprowadzania tego eksperymentu owszem, początkowo myszy mnożyły się na potęgę, jednak z czasem tendencja zaczęła się odwracać. W zachowaniach zwierząt zaczęły się pojawiać anomalie. Samice zaczęły przejmować rolę samców w niektórych aspektach, jak obrona gniazda. Pojawiła się nadmierna agresja w stosunku do własnych młodych. Końcowe pokolenia myszy były zainteresowane jedynie jedzeniem, spaniem oraz higieną. Straciły one jakiekolwiek zainteresowanie przedłużaniem gatunku, aż do momentu, gdy cała populacja wymarła[20]. Tak więc dobrobyt doprowadził do zniknięcia tej kolonii myszy.
Widać pewne podobieństwa z naszą dzisiejszą rzeczywistością, prawda? Jednak nie ma powodu do niepokoju – nie możemy zakładać, że ten eksperyment na myszach udowadnia, że nas, ludzi, czeka to samo. Poza tym “Mysia Utopia” spotkała się z krytyką innych badaczy, którzy zarzucali Calhounowi wyrwanie tych zwierząt z naturalnego środowiska, co mogło mieć wpływ na zmianę ich zachowań.
Bez względu na to, jak bardzo nasza rzeczywistość może odbiegać w przyszłości od wyniku tego eksperymentu, to chyba możemy zacząć wymagać jakiejś zmiany. Tylko jak ugryźć tak poważny problem? Czy mamy jakikolwiek zalążek rozwiązania?
Przede wszystkim, należy zauważyć, że wiele krajów mierzy się z podobnymi problemami w kwestii kryzysu demograficznego. Widać pewną tendencję, według której ludzie w zamożniejszych krajach coraz rzadziej decydują się na posiadanie dzieci[21]. I czy w którymś w nich udało się rozwiązać ten problem?
Podczas takich dyskusji często pada przykład Czech, jako wzoru, który poradził sobie z niską dzietnością. I faktycznie, Czeski rząd kilka lat temu wprowadził nową politykę prorodzinną, która zakładała ogromne wsparcie finansowe dla młodych rodziców, zmianę prawa zabezpieczającą karierę matek małych dzieci oraz zwiększenie dostępności do darmowego in vitro. Nie da się ukryć, że dzięki tym rozwiązaniom, dzietność u naszych południowych sąsiadów poszybowała w górę[22].
Niestety obecnie obserwuje się tendencję odwrotną. Z roku na rok odsetek rodzących się dzieci spada do wcześniejszych wartości. Dlaczego? Według ekspertów polityka czeska rozwiązała tylko krótkoterminowe przyczyny niskiej dzietności. Tylko te, które wymieniliśmy dziś jako “ekonomiczne”. Czesi nie zrobili jednak nic, by zmierzyć się, z tymi społeczno-kulturowymi, które obecnie dają o sobie znać[23].
Bo i co tak naprawdę można z tym zrobić? Przecież nie da się od tak zmienić myślenia całych pokoleń młodych ludzi. Nie da się, to prawda. Ale nie znaczy to, że nie można próbować.
Może to jest wreszcie pora, żeby władze poszczególnych państw Europy spojrzały prawdzie w oczy i zajęły się zmianami kulturowymi, których są świadkami? Wcześniej wspomniana epidemia samotności nie jest przecież czymś zdrowym ani pożądanym, jednak nikt nie chce nic z tym zrobić. A co, gdyby zamiast dosypywać kolejne miliardy do programów typu “800plus” i “kredyt 0%” zacząć promować zdrowe podejście do życia i budowania relacji?
Oczywiście nie musimy od razu rezygnować z dopłat do posiadania dzieci, to na pewno dla wielu potencjalnych rodziców również jest ważny aspekt państwowej pomocy. Jednak teraz skupmy się na zmianach kulturowych. W mediach możemy obserwować pełno artykułów, które przekonują, że bez dzieci jest lepiej i łatwiej. Powstają nawet wręcz subkultury “antynatalistów” albo “childfree”. Brakuje równowagi dla tego typu przekazu, tak by ograniczyć jego negatywne konsekwencje.
Brakuje również edukacji w zakresie budowania zdrowych relacji – zarówno z drugim człowiekiem, jak i z samym sobą. Młodzi ludzie – nie oszukujmy się – trochę nie mają wyposażenia w tym zakresie; mam na myśli kompetencje społeczne. 2 lata zamknięcia w kluczowym dla rozwoju okresie życia na pewno nie pomogły budować wzorców prospołecznych zachowań.
To oczywiście tylko jeden z przykładów. Jestem pewny, że mądre głowy, które od lat zajmują się problemem z dzietnością dotarłyby do lepszych rozwiązań. Jednak pewna kwestia pozostaje póki co niezmienna. Mamy ogromny problem i musimy się nim zająć. Jeżeli tylko nasz odzew zacznie być wystarczająco donośny, to zmusi to zarówno polityków, jak i wielkie korporacje do zmiany postrzegania nas, tylko jako głosów na wybory, albo portfeli z pieniędzmi. I miejmy nadzieję, że wtedy nie będzie za późno na działanie.
Kryzys demograficzny
- Alarmujący spadek dzietności https://www.money.pl/gospodarka/alarmujacy-spadek-dzietnosci-w-polsce-populacja-moze-sie-skurczyc-o-26-mln-7153683331160896a.html
- Kim jest Polska Matka https://tvn24.pl/ciekawostki/dzien-matki-kim-jest-statystyczna-polska-matka-wiek-wyksztalcenie-st5726679
- Ciąża po 30 https://invimed.pl/ciaza-po-30-35-i-40-roku-zycia
- Polskie społeczeństwo ubożeje https://www.bankier.pl/wiadomosc/Ekspert-Polskie-spoleczenstwo-ubozeje-z-dynamika-jakiej-nie-obserwowalismy-od-20-30-lat-8443009.html
- Długi Polaków rosną lawinowo https://direct.money.pl/artykuly/porady/dlugi-mlodych-polakow-rosna-lawinowo
- Ciasnota i mieszkanie z rodzicami https://obserwatorgospodarczy.pl/2024/08/26/ciasnota-i-mieszkanie-z-rodzicami-obnizaja-dzietnosc/
- Młodzi ludzie na rynku pracy https://www.pulshr.pl/zarzadzanie/przegrane-pokolenie-fatalna-sytuacja-mlodych-ludzi-na-rynku-pracy,108181.html?mp=promo
- Praca nie do zdobycia https://www.parp.gov.pl/component/content/article/88413:praca-nie-do-zdobycia-stabilnosc-wskaznikow-kontra-rosnace-obawy-pracownikow
- Liczba żłobków w Polsce https://serwisy.gazetaprawna.pl/emerytury-i-renty/artykuly/8733642,liczba-zlobkow-w-polsce-biale-plamy-opieka-nad-dziecmi.html
- Mniejsze dotacje dla przedszkoli https://krknews.pl/mniejsze-dotacje-dla-przedszkoli-niesamorzadowych-rodzice-zaplaca-za-to-nasze-dzieci/
- Tyle kosztuje wychowanie dzieci https://www.bankier.pl/wiadomosc/Tyle-kosztuje-wychowanie-dzieci-do-osiemnastego-roku-zycia-Sa-najnowsze-wyliczenia-8760294.html
- Jak wielu rodziców żałuje posiadania dzieci https://web.swps.pl/strefa-psyche/blog/relacje/23819-jak-wielu-rodzicow-zaluje-posiadania-dzieci
- Uwarunkowania dzietności https://kd.stat.gov.pl/images/publikacje/monografia-uwarunkowania_internet.pdf
- Uwarunkowania dzietności cd https://kd.stat.gov.pl/images/publikacje/monografia-uwarunkowania_internet.pdf
- Motywacje posiadania dzieci https://www.researchgate.net/publication/335110012_Fertility_Desires_of_Childless_Poles_Which_Childbearing_Motives_Matter_for_Men_and_Women
- Dlaczego polki nie chcą rodzić https://forsal.pl/gospodarka/demografia/artykuly/9391821,dlaczego-polki-nie-chca-rodzic-czynniki-ekonomiczne-sa-drugorzedne.html
- Dlaczego polki nie chcą mieć dzieci https://300gospodarka.pl/news/pieniadze-to-nie-wszystko-czyli-dlaczego-polki-nie-chca-miec-dzieci-eksperci-podali-przyczyny
- Samotności Polaków https://www.bankier.pl/wiadomosc/68-doroslych-Polakow-odczuwa-samotnosc-a-23-izolacje-spoleczna-8892231.html
- Mysia utopia https://www.national-geographic.pl/historia/eksperyment-calhouna-i-przerazajace-wyniki-mysiej-utopii/#kim-byl-john-calhoun-i-jaki-byl-cel-jego-eksperymentow
- Mysia utopia cd https://www.national-geographic.pl/historia/eksperyment-calhouna-i-przerazajace-wyniki-mysiej-utopii/#kim-byl-john-calhoun-i-jaki-byl-cel-jego-eksperymentow
- Niż demograficzny krajów rozwiniętych https://holistic.news/niz-demograficzny-w-krajach-rozwinietych-badacze-znaja-powod/
- Sukces demograficzny po Czesku https://www.bankier.pl/wiadomosc/Sukces-demograficzny-po-czesku-Nasi-sasiedzi-wydaja-mniej-z-o-wiele-lepszym-skutkiem-8487507.html
- Załamanie demograficzne w Czechach https://forsal.pl/gospodarka/demografia/artykuly/9741961,demograficzne-zalamanie-w-czechach-liczba-urodzen-spadla-o-25-w-3-la.html
